Liverpool was made for me and I was made for Liverpool. Bill Shankly
RSS
czwartek, 09 kwietnia 2009
Ciężkie jest życie faworyta...

Szczególnie gdy jest nim Liverpool.

 

"The Reds" nie są po prostu do takiej roli przyzwyczajeni. Widać to było wczoraj. 

Nie ma się co tłumaczyć i oszukiwać. Chelsea była lepsza, wygrała zasłużenie, choć gole tracone ze stałych fragmentów gry są szczególnie irytujące.

 Hiddink świetnie zneutralizował Gerrarda. To był chyba klucz do wygranej. O wygraną na Stamford Bridge będzie bardzo ciężko. Takie mecze jak ten wczorajszy, czy ten na Old Trafford (4:1) zdarzają się na tym poziomie bardzo rzadko, a takiego wyniku Liverpoolczycy potrzebują do awansu.

 Przypuszczam, że jeśli LFC wygra w sobotę z Blackburn a Manchesterowi United podwinie się noga w meczu z Sunderlandem, to Benitez rewanż prawdopodobnie w jakiś sposób odpuści...

 

PS. Chciłabym zwrócić uwagę na niesamowitą postawę kibiców Liverpoolu. Pomimo strasznej porażki, byli na stadionie do końca, odśpiewali YNWA. Oni widzą wielki postęp w grze swojej drużyny, potrafią to docenić, nawet jeśli zdarzy się taka wpadka... Większość kibiców MU czwartą bramkę Dosseny w meczu z LFC widziało wieczorem w telewizji.... 

10:59, napior8
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2009
Szczęście LFC, pech Arsenalu?

Arsenal awansował do półfinału Pucharu Anglii. Co to ma wspólnego z Liverpoolem? Ano ma.

Otóż Liverpool miał pierwotnie grać z Arsenalem mecz ligowy na Anfield Road miał odbyć się 19 kwietnia. Cztery dni po rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Oba zespoły w nim wystąpią. Jedank za sprawą półfinału Pucharu Anglii, który odbędzie się, jak ustalono, właśnie w weekend 18-19 kwietnia mecz ligowy "The Reds" i "Kanonierów" został przełożony na wtorek 21 kwietnia.

 

Tak więć Gerrard i spółka będą mieli blisko tygodniowy odpoczynek, zaś Arsenal w tym czasie zagra pewnie ciężkie, fizyczne spotkanie z Evertonem.

 

To naprawdę duży handicap dla Beniteza. Tym bardziej, że na Anfield preferują on grę szybką i dynamiczną.  Myślę, że Arsenal nie będzie miał łatwo...

17:01, napior8
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 marca 2009
Czy ta szklanka jest do połowy pełna czy pusta?

Jestem wniebowzięty dzisiejszym występem. Wynik mówi sam za siebie. Nie interesuje mnie to co powiedzą o grze Manchesteru. W końcu "gra się tak jak przeciwnik pozwala" :) Ale co dalej. Przedstawię dwa podejścia. Naprawdę, sam nie wiem jaka jest moja własna postawa.

 

Optymista: 

Genialnie!!!!!! Jesteśmy świetni! Roznieśliśmy prawdopodobnie najlepszą drużynę w Europie i to na jej stadonie! 4:1! Przez cały sezon stracili u siebie pięć goli, a tu czwórkę dostali!!! No to teraz jedziemy po mistrzostwo! Vidić dostał czerwoną, więc nie zagra w nastęnym meczu! Pokazaliśmy innym, że z ManUtd można wygrać! Zrobimy to co Rafa z Valencią: zdobędziemy tytuł choć mamy dużą stratę! A tak wogóle to jazdaaaaaaa!!!!!

 Pesymista:

No to świetnie. Rzeczywiście zagraliśmy świetnie. Ale co z tego. Za trzy tygodnie prawdopodobnie zremisujemy z  Fulham. Pewnie 0:0. A Ferguson zrobi swoim taką suszarkę po tym meczu, że pewnie już nie odważą się stracić gdziekolwiek jakichkolwiek punktów... Poza tym pokazaliśmy Man Utd najlepsze co mamy. I jak trafimy na nich w Lidze Mistrzów to nie będziemy mieli już żadnego asa w rękawie... Ale to co chyba najgorsze, to, że ta wygrana jeszcze bardziej pokazuje jak bolesne może być tracenie punktów z Hull, Stoke, West Ham....

 

Niezależnie od wszystkiego, na razie idę się cieszyć...

16:28, napior8
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2009
Taka gra daje nadzieję

Liverpool zagrał dziś z Realem naprawdę dobrze. Nawet bardzo dobrze. Miał przy tym trochę szczęścia (wątpliwy karny), więc wygrał aż 4:0.

Na pewno bardziej wartościowa niż wynik była sama gra "The Reds". Kombinacyjna, szybka, z pasją. Szczególnie po Torresie widać było, że zależy mu na zmazaniu nie najlepszego wrażenia z pierwszego meczu. Na boisku pracował prawie jak Kuyt.

Nie będę jednak popadał w hurraoptymizm. Bo po prostu nie ma powodu. Real już dawno w Lidze Mistrzów nie odniósł znaczącego sukcesu.

Zwycięstwo nad Realem, a raczej styl w jakim zostało osiągnięte, daje po prostu nadzieję, że Liverpool odzyska na koniec sezonu formę z grudnia. Kiedy to ograł na wyjeździe Newcastle 5:1 i miał 5 punktów przewagi nad drugą w tabeli Chelsea i Manchesterem...

00:11, napior8
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 lutego 2009
Czy będzie sześć na sześć?

Wzorem Miszy postanowiłem sprawdzić ile razy Liverpool w Lidze Mistrzów (wcześniej Pucharze Europy) wygrał w pierwszym wyjazdowym spotkaniu dwumeczu 1:0.

Zdarzyło się to dotychczas "The Reds" pięć razy:

1980 przeciwko Aberdeen (w rewanżu 4:0) - 2. runda PE

1981 przeciwko Oulu Palloseura (7:0) - 1. runda PE

1983 przeciwko Odense Bk (5:0) - 1. runda PE

1984 przeciwko Lechowi Pozanań (4:0) - 1. runda PE

2007 przeciwko Touluse (4:0) - 3. runda eliminacji Ligi Mistrzów

 

Jak widać Liverpool zawsze po wygranej 1:0 w pierwszym wyjazdowym meczu awansował. Jednak z drugiej strony nigdy nie osiągnął takiego (korzystnego) wyniku w dalszej fazie rozgrywek przeciwko tak dobremu rywalowi jak Real.

18:02, napior8
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 lutego 2009
Rafo, zmień teorię

Od pewnego czasu w naszej redakcji coraz częściej dochodzi do dyskusji na temat Liverpoolu. Tak naprawdę jest to powód do radości, bo to znaczy, że "The Reds" na dobre zadomowili się w gronie najlepszych i najważniejszych drużyn w Europie.

 I trzeba tu jasno zaznaczyć: powrót do absolutnej elity kibice Liverpoolu zawdzięczają Rafie Benitezowi.

 

Jajogłowy, z laptopem, beznamiętny, komputer, gbur, liczydło - to tylko niektóre epitety, które padają pod adresem hiszpańskiego menedżera z ust moich szanownych kolegów. I między Bogiem a prawdą: naprawdę trudno się z nimi nie zgodzić.

Rafa rzeczywiście sprawia wrażenie człowieka z którym nie jest łatwo żyć. I choć miał w swoim okresie w Liverpoolu bardzo ludzkie odruchy (kiedy to na przykład w przeddzień rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów w 2005 roku z Bayerem udał się do pubu obejrzeć mecz Man Utd, gdyż w hotelu nie było to możliwe) to jednak trzeba przyznać , że jego trudno dostępna osobowość  czyni go trenerem znacznie mniej charyzmatycznym niż Ferguson czy Mourinho.

Benitezowi to jednak nie przeszkadza, gdyż on nie opiera swojego futbolu na motywacji. Dla niego ważniejsza jest taktyka. Ta dała mu sukcesy z Valencią (w Hiszpanii i Europie) i dlatego Benitez przeniósł ją niemal bezpośrednio na Wyspy. Zadziałało w Europie, w Anglii już nie. 

Trudno nie zgodzić się z zarzutami, że Liverpool boi rzucić się i stłamśić rywala, choć piłkarzy zdolnych do tego bez wątpienia ma. Benitez nie chce tego zmienić, jakby zapomniał, że za zwycięstwo daje się 3 punkty a nie 2, tak by bardziej opłacało się wygrać i przegrać niż dwa razy zremisować.

Dominic Fifield, dziennikarz "Guardiana" zajmujący się Liverpoolem po wspomnianym wyżej meczu z Leverksuen i awansie LFC do ćwierćfinału napisał: "The enigma that is Liverpool continues to confound".

Dziś stwierdzenie to nadal zostaje prawdziwe, choć jego wydzwięk jest tym razem raczej negatywny. Benitez rzeczywiście jest wybtnym specjalistą od Ligi Mistrzów, pojedynczych bitew. Świadczy o tym choćby bilans meczów "wielkiej czwórki" Premiership w tym sezonie. Jednak codzienność, taka jak niedzielny mecz z Man City na Anfield, przynosi kolejne rozczarowania.

Na początku stycznia wydawało się, że większej szansy na mistrzostwo niż w tym sezonie Liverpool długo mieć nie będzie. Chelsea i Arsenal są w kryzysie, Aston Villi brakuje jeszcze doświadczenia, a Manchesterowi United po zeszłorocznych sukcesach miało prawo zabraknąć motywacji.

A jednak teoria Rafy dotycząca piłki nożnej w doświadczeniu jakim jest Premiership i starcia z Fulham, West Ham, Wigan itp. po prostu się nie sprawdza. 

I choć Albert Einstein mawiał: "If the facts don't fit the theory, change the facts" to jednak sam dobrze wiedział, że tak się nie da.

Zatem Rafa: "Change the theory!"

 PS nie zgadzam się z Miszą, że Rafa jest nieudacznikiem na rynku transferowym. Odpowiedź wkrótce!

15:13, napior8
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009
Spiskowa teoria dziejów, czyli kto wsadził do aresztu Gerrada

Już na samym początku zaznaczę, że oczywiście Gerrard sam wsadził się do aresztu ponad dwa tygodnie temu, po tym, jak naruszył nietykalność osobostą pewnego DJ-a. Ale...

 

Jak donosi dzisiejszy "Guardian" w "sprawie rozróby w barze" oprócz Gerrarda zatrzymanych zostało jeszcze pięć innych osób. Trzy z nich wypuszczono następnego dnia NIE stawiając żadnych zarzutów. Wiecie kto się wśród nich znajdował?

Niejaki Anthony McLoughlin, brat Coleen Rooney, żony Wayne' Rooneya. Ale ten świat mały chciałoby się powiedzieć.

W internecie od razu pojawiły się plotki, że 19-letni Anthony podpuścił Gerrarda po to, by ten narobił sobie kłopotów i przestał koncentrować się stuprocentowo na piłce.

Widać już wtedy ludzie z Man Utd wiedzieli, że to Liverpool a nie Chelsea będzie ich największym rywalem w walce o tytuł:) 

13:44, napior8
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Droylsden jednak wyrzucone i jedna ciekawostka na temat Man City

Cudowna passa Droylsden w Pucharze Anglii została jednak gwałtownie przerwana. Pisałem o tym kilka notek wcześniej, teraz FA wydała wyrok. Jest on dla klubu negatywny. Szkoda, ale prawo jest prawo...

 

Wiecie ile goli Manchester City strzelił w 20 kolejkach? 38. 

Ile zespołów strzeliło ich więcej? Jeden - Cheslea zdobyła 40 bramek.

Z tym, że Manchester jest w tabeli 13... 

 

 

 

17:45, napior8
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 grudnia 2008
Jeden wniosek po wygranej z Boltonem

Tak dobrze grającego Liverpoolu, jak wczoraj z Boltonem, nie widziałem chyba od meczu z Chelsea na Stamford Bridge. Sceptycy powiedzą, że to "tylko" Bolton. Ja z kolei nie chcę popadać w hurraoptymistyczne nastroje więc, nie będę wyciągał liczb świadczacych o tym, że powody ku takiemu nastawieniu jednak istnieją.

Chciałbym zwrócić uwagę na to w jaki sposób "The Reds" wczoraj wygrali. Grali pewni siebie, spokojnie i - jak podkreślał to w pomeczowym wywiadzie zastępujący wracającego do zdrowia Beniteza Sammy Lee - cierpliwie. Grali wykorzystując całą drużynę i każdy skrawek boiska. Nie oddawali pochponych strzałów - jak nie było okazji to jeszcze raz wycofywali piłkę do Alonso, czy nawet Hyypii.

Grali tak jak Valencia Beniteza, którą Rafał Stec nazwał kiedyś "najbardziej kompletną drużyną Europy". Taki styl gry świadczy o dużym zaufaniu we własne umiejętności. Fakt, że Liverpool wygrał wczoraj też wysoko, może podwójnie wzmocnić ich morale.

Gdy "The Reds" dość szczęśliwie utrzymywali pierwsze miejsce w tabeli, dzięki remisom Chelsea, mówiłem, że skoro grając tak słabo są w stanie zachować pozycję lidera, to co będzie jak zaczną grać dobrze?

 Mam nadzieję, że w sobotę wygrali spotkanie po którym zacznie się cała seria meczów, która da odpowiedź na moje pytanie.

15:15, napior8
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2008
Największa rewelacja tegorocznego FA Cup może zostać wyrzucona z rozgrywek!

Puchar Anglii jest tak popularny między innymi z tego powodu, że praktycznie co roku jakiś amatorski lub półamatorski klub dociera do fazy rozgrywek, w której ma okazję zmierzyć się z najlepszymi w kraju. Czasami udaje im się nawet ograć zespoły z Premiership.

 

W zeszłym roku taką rewelacją było Havant & Waterlooville, które dotarło do czwartej rundy. Po drodze pokonało między innymi Swansea City grające wtedy w  League One. H&W odpadło po porażce 2:5 z Liverpoolem na Anfield Road, choć w tamtym pamiętnym meczu obejmowało dwa razy i prowadzenie i narobiło wielkiemu rywalowi sporo strachu.

 W tym roku wszyscy śledzą dokonania Droylsden F.C. Drużyna dotarła właśnie do trzeciej rundy pokonując Chesterfield 2:1. Oba gole, drugiego z karnego, strzelił Sean Newton. Chłopak miał swoje pięć minut chwały - jak każdy bohater amatorskiego klubu, który dotarł tak daleko.

I jak się prawdopodobnie okaże, fakt, że Droylsdon miało swojego bohatera, może obrócić się przeciwko drużynie. Otóż Newton, lewy obrońca, 9 grudnia dostał swoją piątą żółtą kartkę w sezonie. Zgodnie z przepisami powoduje to zawieszenie na następny mecz, a nim było właśnie spotkanie z Chesterfield w Pucharze Anglii. Newton strzelił oba gole, więc prawdopodobnie rywale przyjrzeli mu się bliżej i...Może lepiej było oddać strzał z karnego koledze...

 

15:52, napior8
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3